Skalne miasto
Skalne Coś pięknego.
Każdy powinien to zobaczyć. Wąskie, romantyczne ścieżki, a w koło gigantyczne posągi skał. Każda skała w innym kształcie. Są indianie, są słonie, są budowle...Niewiarygodne jest to jak natura rzeźbi życie. Ciekawa jestem, czy te skały były takie zawsze, czy to efekt wielowiekowych zmian, bo przecież wszystko da się w życiu zmienić. I nigdy nie jest za późno. Na wszystko. Na to, by odwiedzić obce miejsca, poznać nowych ludzi, zacząć się uczyć, zmienić pracę, życie, zmienić siebie. Tylko skały stoją i sprawiają wrażenie niezmiennych. Owszem dlatego imponują swoją wielkością i stałością, ale nie ma prócz nich nic innego stałego, co teraz przyszłoby mi do głowy. Wodospady wysychają, a lasy zalewają deszcze, drzewa zrywają huragany jak zapałki. Potem zapada cisza. Głucha cisza, która przeraża. Powietrze lekko zaczyna poruszać się, oddychać coraz szybciej i szybciej, by znów złapać życie. Jest parno.
W Skalnym mieście panuje chłód, choć poza nim 40 stopni i upał zwala z nóg. Tam jest rześko, idealnie czyste powietrze, błękitna woda i niebywałe zjawiska. Trudno uwierzyć, że to natura przygotowała taki teatr różności. Do każdej skały jest oddzielna jej historia dopisana przez życie, legendę lub wyobraźnię. Spacerujesz spokojnie, mijasz setki schodów, pokonujesz swoje słabości i podziwiasz. Poza murami tego miasta jesteśmy w stanie przejść obok takiego cudu i go nie zauważyć. Tu nie da sie niezauważyć. Człowiek zaczyna myśleć o swojej kruchości, przemijalności i potędze świata, który nas otacza. Warto wtedy pomyśleć o tym jak ma wyglądać to życie. Zatrzymać się na chwilę z biegu, głęboko oddychać.
Po przystanku przed nami znowu kolejne schody. Wąskie i strome. W okół dużo ludzi, każdy chce być szybszy, ładniejszy, silniejszy. Albo biegniesz, albo nie zważasz na nich i idziesz swoim tępem. Kto więcej zobaczy, kto głębiej odetchnie?
Kwestia wyboru, kwestia potrzeby, kwestia towarzystwa.
Stałam na środku Rynku słoni i liczyłam ile ich jest. Podobno nikt nie jest w stanie tego zrobić. Jest ich tak dużo, w każdym kawałku skały widać słonie, małe duże, grube i chude. Pod nimi płynie strumyk, a akustyka oszałamia. Dzieci zaczęły śpiewać. Piękniej niż najpiękniejsze chóry świata. Szczerze i czysto, a słonie niosły ten śpiew w niebo.
Wyjątkowe doznanie.
Potem przed moimi oczami stanęły niezwykłe postacie. Mężczyzna i kobieta. W objęciach na wieki. Niepowtwrzalne twarze jaskrawo widocznie w szarzyźnie skał. Z widoczną każdą zmarszczką, czy rysą. A na twarzy wymalowane mają ludzkie życie, troski, radości, cierpienie i zamyślenie. Magia.
Na szczytach skalnych są umieszczone skrzynie. Każdy, kto zdoła wspiąć się na górę może zostawić tam wiadomość. Może zapisać imię i nazwisko z datą pokonania wielkiej góry i wielkiej słabości, a może zostawić tam swoją tajemnicę.
W takim majestacie brzmi to dostojnie i dumnie.
Nie można natomiast niczego pisać na skałach. Można dotknąć skały i myślami przekazać słowa, co zostać mają na wieki.
Są giganty, które są tak pochylone, że odnosi się wrażenie, że zaraz się przewrócą. Podpiera się je drobnymi patyczkami. Jak w życiu. TYlko chwile i drobiazgi są istotne, bo z nich składa się całość. Gdyby kropla nie czuła sie potrzebna nie powstałby ocean.....
Warto to zobaczyć. Warto porównać siebie do tej potęgi. Nabrać pokory, ale i siły zmieszanej z nadzieją na nowe...

